Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
Równo rok temu, z sylwestra u przyjaciół wróciliśmy – zupełnie niespodziewanie – w powiększonym składzie. W pudle po bananach (fot 17) przyjechały z nami dwa dzikie kotki. W czasie naszego kilkudniowego świętowania Nowego Roku okazało się, że właśnie te dwa egzemplarze nie są aż tak dzikie jak reszta ich rodzeństwa. Kiedy ich bracia i siostry uczyły się w polu polować na myszy, ta dwójka wolała zakradać się pod kominek, wygniatać miejsce na naszych kolanach i mruczeć ze zmrużonymi ślipiami. W piwnicy naszego mieszkania od dwóch lat czekała już kuweta i puszki dla kociaków. Brakowało tylko tychże. A więc to było przeznaczenie! Dziękujemy @miod.malina.sadki że pozwoliliście nam je dopełnić, zabierając Wam te dwa maluchy. Po drodze z Doliny Noteci (bo tam właśnie mieszkają nasi przyjaciele) wymyśliliśmy im imiona. Nie wiedzieć czemu od samego początku byliśmy święcie przekonani, że to dwie siostry, a jako, że jedna była zdecydowanie bardziej postawna, dostała ode mnie imię Baba, drugą nazwała Jagna: wszyscy zgodziliśmy się, że bardzo pasuje do niej Lulu. Tym sposobem zyskaliśmy dwoje wspaniałych przyjaciół. W międzyczasie Baba okazał się chłopakiem. Ale imienia postanowiliśmy już nie zmieniać, w końcu po arabsku to znaczy tata. Baba nigdy tatą nie zostanie, to niech chociaż ma imię 😉 Baba jest zdecydowanie bardziej przytulaśny (fot 12 i 14) wieczorami lubi oglądać(?) z nami filmy (fot 3) jest fetyszystą butów (fot 5 i 16) i najlepszym przyjacielem Gutka (fot 4 i 9) chociaż czasami płaci za to wysoką cenę (fot 15). Jego ulubionym miejscem na letni wypoczynek jest doniczka na balkonie. Któregoś dnia został też podstawką Lego (fot 8). Czasami decyduje się, żeby mianować kogoś rycerzem (fot 7). Lulu to księżniczka. Wybredna i kapryśna. Trafić w jej łaski to przywilej. Najczęściej dostępuje go Jaga. Innym zdarza się albo w najbardziej niespodziewanym momencie (fot 1) albo gdy dysponuje się interesującym sznurkiem (fot 2). Zasadniczo, nasz dom stał się miejscem uwielbienia kotów. Kotów jako takich (fot 10) i tych naszych, konkretnie (fot 6) Mrrrrrr 🖤
To był dobry rok. Niczego mi w nim nie brakowało. Nie brakowało pracy, nie brakowało małych kłopotów dnia codziennego ale też o dziwo nie brakowało spokoju. Nie przeżyłam żadnego wielkiego objawienia (chociaż tych małych było na pęczki) ani wielkiego przełomu (chociaż pierwszy raz od 10 lat stanęłam na deskach teatru, ale ku własnemu zaskoczeniu wskoczyłam w to jakby nie było mnie trzy dni). No, może trochę brakowało mi czasu dla przyjaciół i bliskich znajomych. Może w przyszłym roku uda mi się to poprawić. A może nie i garstka osób z którymi jestem naprawdę blisko zostanie taką rodzyneczką 🤷🏻♀️ W święta odpoczywam i robię to bardzo rzetelnie. Dlatego nie chcę mi się sięgać nigdzie dalej i wrzucam zdjęcia z ostatniego tygodnia. A oprócz tego cytat z Chogyama Trungpy. „Odkrycie prawdziwej dobroci jest możliwe dzięki otwarciu się na bardzo proste doświadczenia. Nie chodzi tu o to, jak wspaniałe uczucie powstaje w nas, gdy uda nam się zarobić milion dolarów, zdać świetnie egzaminy końcowe albo kupić nowy dom. Mówimy tu o podstawowej dobroci, jaka przejawia się w byciu żywą istotą, a to nie zależy od naszych dokonań, ani od zaspokojenia naszych pragnień. Bardzo często doświadczamy krótkich przebłysków dobroci, ale też równie często umykają one naszej uwadze. Jesteśmy świadkami naszej własnej, wewnętrznej dobroci na przykład wtedy, gdy widzimy żywy, promienny kolor. Słyszymy naszą podstawową dobroć, gdy dochodzi do naszych uszu jakiś piękny dźwięk. Gdy wychodzimy z pod prysznica, czujemy pachnącą świeżość, a gdy opuszczamy duszny pokój, cieszymy się pierwszym powiewem świeżego powietrza. Wszystko to może trwać ułamki sekund, są to jednak prawdziwe doświadczenia dobroci. Przydarzają się nam niemal bez przerwy, ale ponieważ wydają się całkowicie przypadkowe lub pozbawione znaczenia, lekceważymy je. Nauki Szambali podpowiadają nam jednak, że warto się potrudzić, by świadomie spostrzegać takie chwile i wykorzystać je, ponieważ odsłaniają one przed nami pewien zasadniczy element w naszym życiu, element z istoty wolny od agresji i zawsze świeży – podstawową dobroć”
To był dobry rok. Niczego mi w nim nie brakowało. Nie brakowało pracy, nie brakowało małych kłopotów dnia codziennego ale też o dziwo nie brakowało spokoju. Nie przeżyłam żadnego wielkiego objawienia (chociaż tych małych było na pęczki) ani wielkiego przełomu (chociaż pierwszy raz od 10 lat stanęłam na deskach teatru, ale ku własnemu zaskoczeniu wskoczyłam w to jakby nie było mnie trzy dni). No, może trochę brakowało mi czasu dla przyjaciół i bliskich znajomych. Może w przyszłym roku uda mi się to poprawić. A może nie i garstka osób z którymi jestem naprawdę blisko zostanie taką rodzyneczką 🤷🏻♀️ W święta odpoczywam i robię to bardzo rzetelnie. Dlatego nie chcę mi się sięgać nigdzie dalej i wrzucam zdjęcia z ostatniego tygodnia. A oprócz tego cytat z Chogyama Trungpy. „Odkrycie prawdziwej dobroci jest możliwe dzięki otwarciu się na bardzo proste doświadczenia. Nie chodzi tu o to, jak wspaniałe uczucie powstaje w nas, gdy uda nam się zarobić milion dolarów, zdać świetnie egzaminy końcowe albo kupić nowy dom. Mówimy tu o podstawowej dobroci, jaka przejawia się w byciu żywą istotą, a to nie zależy od naszych dokonań, ani od zaspokojenia naszych pragnień. Bardzo często doświadczamy krótkich przebłysków dobroci, ale też równie często umykają one naszej uwadze. Jesteśmy świadkami naszej własnej, wewnętrznej dobroci na przykład wtedy, gdy widzimy żywy, promienny kolor. Słyszymy naszą podstawową dobroć, gdy dochodzi do naszych uszu jakiś piękny dźwięk. Gdy wychodzimy z pod prysznica, czujemy pachnącą świeżość, a gdy opuszczamy duszny pokój, cieszymy się pierwszym powiewem świeżego powietrza. Wszystko to może trwać ułamki sekund, są to jednak prawdziwe doświadczenia dobroci. Przydarzają się nam niemal bez przerwy, ale ponieważ wydają się całkowicie przypadkowe lub pozbawione znaczenia, lekceważymy je. Nauki Szambali podpowiadają nam jednak, że warto się potrudzić, by świadomie spostrzegać takie chwile i wykorzystać je, ponieważ odsłaniają one przed nami pewien zasadniczy element w naszym życiu, element z istoty wolny od agresji i zawsze świeży – podstawową dobroć”
To był dobry rok. Niczego mi w nim nie brakowało. Nie brakowało pracy, nie brakowało małych kłopotów dnia codziennego ale też o dziwo nie brakowało spokoju. Nie przeżyłam żadnego wielkiego objawienia (chociaż tych małych było na pęczki) ani wielkiego przełomu (chociaż pierwszy raz od 10 lat stanęłam na deskach teatru, ale ku własnemu zaskoczeniu wskoczyłam w to jakby nie było mnie trzy dni). No, może trochę brakowało mi czasu dla przyjaciół i bliskich znajomych. Może w przyszłym roku uda mi się to poprawić. A może nie i garstka osób z którymi jestem naprawdę blisko zostanie taką rodzyneczką 🤷🏻♀️ W święta odpoczywam i robię to bardzo rzetelnie. Dlatego nie chcę mi się sięgać nigdzie dalej i wrzucam zdjęcia z ostatniego tygodnia. A oprócz tego cytat z Chogyama Trungpy. „Odkrycie prawdziwej dobroci jest możliwe dzięki otwarciu się na bardzo proste doświadczenia. Nie chodzi tu o to, jak wspaniałe uczucie powstaje w nas, gdy uda nam się zarobić milion dolarów, zdać świetnie egzaminy końcowe albo kupić nowy dom. Mówimy tu o podstawowej dobroci, jaka przejawia się w byciu żywą istotą, a to nie zależy od naszych dokonań, ani od zaspokojenia naszych pragnień. Bardzo często doświadczamy krótkich przebłysków dobroci, ale też równie często umykają one naszej uwadze. Jesteśmy świadkami naszej własnej, wewnętrznej dobroci na przykład wtedy, gdy widzimy żywy, promienny kolor. Słyszymy naszą podstawową dobroć, gdy dochodzi do naszych uszu jakiś piękny dźwięk. Gdy wychodzimy z pod prysznica, czujemy pachnącą świeżość, a gdy opuszczamy duszny pokój, cieszymy się pierwszym powiewem świeżego powietrza. Wszystko to może trwać ułamki sekund, są to jednak prawdziwe doświadczenia dobroci. Przydarzają się nam niemal bez przerwy, ale ponieważ wydają się całkowicie przypadkowe lub pozbawione znaczenia, lekceważymy je. Nauki Szambali podpowiadają nam jednak, że warto się potrudzić, by świadomie spostrzegać takie chwile i wykorzystać je, ponieważ odsłaniają one przed nami pewien zasadniczy element w naszym życiu, element z istoty wolny od agresji i zawsze świeży – podstawową dobroć”
To był dobry rok. Niczego mi w nim nie brakowało. Nie brakowało pracy, nie brakowało małych kłopotów dnia codziennego ale też o dziwo nie brakowało spokoju. Nie przeżyłam żadnego wielkiego objawienia (chociaż tych małych było na pęczki) ani wielkiego przełomu (chociaż pierwszy raz od 10 lat stanęłam na deskach teatru, ale ku własnemu zaskoczeniu wskoczyłam w to jakby nie było mnie trzy dni). No, może trochę brakowało mi czasu dla przyjaciół i bliskich znajomych. Może w przyszłym roku uda mi się to poprawić. A może nie i garstka osób z którymi jestem naprawdę blisko zostanie taką rodzyneczką 🤷🏻♀️ W święta odpoczywam i robię to bardzo rzetelnie. Dlatego nie chcę mi się sięgać nigdzie dalej i wrzucam zdjęcia z ostatniego tygodnia. A oprócz tego cytat z Chogyama Trungpy. „Odkrycie prawdziwej dobroci jest możliwe dzięki otwarciu się na bardzo proste doświadczenia. Nie chodzi tu o to, jak wspaniałe uczucie powstaje w nas, gdy uda nam się zarobić milion dolarów, zdać świetnie egzaminy końcowe albo kupić nowy dom. Mówimy tu o podstawowej dobroci, jaka przejawia się w byciu żywą istotą, a to nie zależy od naszych dokonań, ani od zaspokojenia naszych pragnień. Bardzo często doświadczamy krótkich przebłysków dobroci, ale też równie często umykają one naszej uwadze. Jesteśmy świadkami naszej własnej, wewnętrznej dobroci na przykład wtedy, gdy widzimy żywy, promienny kolor. Słyszymy naszą podstawową dobroć, gdy dochodzi do naszych uszu jakiś piękny dźwięk. Gdy wychodzimy z pod prysznica, czujemy pachnącą świeżość, a gdy opuszczamy duszny pokój, cieszymy się pierwszym powiewem świeżego powietrza. Wszystko to może trwać ułamki sekund, są to jednak prawdziwe doświadczenia dobroci. Przydarzają się nam niemal bez przerwy, ale ponieważ wydają się całkowicie przypadkowe lub pozbawione znaczenia, lekceważymy je. Nauki Szambali podpowiadają nam jednak, że warto się potrudzić, by świadomie spostrzegać takie chwile i wykorzystać je, ponieważ odsłaniają one przed nami pewien zasadniczy element w naszym życiu, element z istoty wolny od agresji i zawsze świeży – podstawową dobroć”
To był dobry rok. Niczego mi w nim nie brakowało. Nie brakowało pracy, nie brakowało małych kłopotów dnia codziennego ale też o dziwo nie brakowało spokoju. Nie przeżyłam żadnego wielkiego objawienia (chociaż tych małych było na pęczki) ani wielkiego przełomu (chociaż pierwszy raz od 10 lat stanęłam na deskach teatru, ale ku własnemu zaskoczeniu wskoczyłam w to jakby nie było mnie trzy dni). No, może trochę brakowało mi czasu dla przyjaciół i bliskich znajomych. Może w przyszłym roku uda mi się to poprawić. A może nie i garstka osób z którymi jestem naprawdę blisko zostanie taką rodzyneczką 🤷🏻♀️ W święta odpoczywam i robię to bardzo rzetelnie. Dlatego nie chcę mi się sięgać nigdzie dalej i wrzucam zdjęcia z ostatniego tygodnia. A oprócz tego cytat z Chogyama Trungpy. „Odkrycie prawdziwej dobroci jest możliwe dzięki otwarciu się na bardzo proste doświadczenia. Nie chodzi tu o to, jak wspaniałe uczucie powstaje w nas, gdy uda nam się zarobić milion dolarów, zdać świetnie egzaminy końcowe albo kupić nowy dom. Mówimy tu o podstawowej dobroci, jaka przejawia się w byciu żywą istotą, a to nie zależy od naszych dokonań, ani od zaspokojenia naszych pragnień. Bardzo często doświadczamy krótkich przebłysków dobroci, ale też równie często umykają one naszej uwadze. Jesteśmy świadkami naszej własnej, wewnętrznej dobroci na przykład wtedy, gdy widzimy żywy, promienny kolor. Słyszymy naszą podstawową dobroć, gdy dochodzi do naszych uszu jakiś piękny dźwięk. Gdy wychodzimy z pod prysznica, czujemy pachnącą świeżość, a gdy opuszczamy duszny pokój, cieszymy się pierwszym powiewem świeżego powietrza. Wszystko to może trwać ułamki sekund, są to jednak prawdziwe doświadczenia dobroci. Przydarzają się nam niemal bez przerwy, ale ponieważ wydają się całkowicie przypadkowe lub pozbawione znaczenia, lekceważymy je. Nauki Szambali podpowiadają nam jednak, że warto się potrudzić, by świadomie spostrzegać takie chwile i wykorzystać je, ponieważ odsłaniają one przed nami pewien zasadniczy element w naszym życiu, element z istoty wolny od agresji i zawsze świeży – podstawową dobroć”
To był dobry rok. Niczego mi w nim nie brakowało. Nie brakowało pracy, nie brakowało małych kłopotów dnia codziennego ale też o dziwo nie brakowało spokoju. Nie przeżyłam żadnego wielkiego objawienia (chociaż tych małych było na pęczki) ani wielkiego przełomu (chociaż pierwszy raz od 10 lat stanęłam na deskach teatru, ale ku własnemu zaskoczeniu wskoczyłam w to jakby nie było mnie trzy dni). No, może trochę brakowało mi czasu dla przyjaciół i bliskich znajomych. Może w przyszłym roku uda mi się to poprawić. A może nie i garstka osób z którymi jestem naprawdę blisko zostanie taką rodzyneczką 🤷🏻♀️ W święta odpoczywam i robię to bardzo rzetelnie. Dlatego nie chcę mi się sięgać nigdzie dalej i wrzucam zdjęcia z ostatniego tygodnia. A oprócz tego cytat z Chogyama Trungpy. „Odkrycie prawdziwej dobroci jest możliwe dzięki otwarciu się na bardzo proste doświadczenia. Nie chodzi tu o to, jak wspaniałe uczucie powstaje w nas, gdy uda nam się zarobić milion dolarów, zdać świetnie egzaminy końcowe albo kupić nowy dom. Mówimy tu o podstawowej dobroci, jaka przejawia się w byciu żywą istotą, a to nie zależy od naszych dokonań, ani od zaspokojenia naszych pragnień. Bardzo często doświadczamy krótkich przebłysków dobroci, ale też równie często umykają one naszej uwadze. Jesteśmy świadkami naszej własnej, wewnętrznej dobroci na przykład wtedy, gdy widzimy żywy, promienny kolor. Słyszymy naszą podstawową dobroć, gdy dochodzi do naszych uszu jakiś piękny dźwięk. Gdy wychodzimy z pod prysznica, czujemy pachnącą świeżość, a gdy opuszczamy duszny pokój, cieszymy się pierwszym powiewem świeżego powietrza. Wszystko to może trwać ułamki sekund, są to jednak prawdziwe doświadczenia dobroci. Przydarzają się nam niemal bez przerwy, ale ponieważ wydają się całkowicie przypadkowe lub pozbawione znaczenia, lekceważymy je. Nauki Szambali podpowiadają nam jednak, że warto się potrudzić, by świadomie spostrzegać takie chwile i wykorzystać je, ponieważ odsłaniają one przed nami pewien zasadniczy element w naszym życiu, element z istoty wolny od agresji i zawsze świeży – podstawową dobroć”
To był dobry rok. Niczego mi w nim nie brakowało. Nie brakowało pracy, nie brakowało małych kłopotów dnia codziennego ale też o dziwo nie brakowało spokoju. Nie przeżyłam żadnego wielkiego objawienia (chociaż tych małych było na pęczki) ani wielkiego przełomu (chociaż pierwszy raz od 10 lat stanęłam na deskach teatru, ale ku własnemu zaskoczeniu wskoczyłam w to jakby nie było mnie trzy dni). No, może trochę brakowało mi czasu dla przyjaciół i bliskich znajomych. Może w przyszłym roku uda mi się to poprawić. A może nie i garstka osób z którymi jestem naprawdę blisko zostanie taką rodzyneczką 🤷🏻♀️ W święta odpoczywam i robię to bardzo rzetelnie. Dlatego nie chcę mi się sięgać nigdzie dalej i wrzucam zdjęcia z ostatniego tygodnia. A oprócz tego cytat z Chogyama Trungpy. „Odkrycie prawdziwej dobroci jest możliwe dzięki otwarciu się na bardzo proste doświadczenia. Nie chodzi tu o to, jak wspaniałe uczucie powstaje w nas, gdy uda nam się zarobić milion dolarów, zdać świetnie egzaminy końcowe albo kupić nowy dom. Mówimy tu o podstawowej dobroci, jaka przejawia się w byciu żywą istotą, a to nie zależy od naszych dokonań, ani od zaspokojenia naszych pragnień. Bardzo często doświadczamy krótkich przebłysków dobroci, ale też równie często umykają one naszej uwadze. Jesteśmy świadkami naszej własnej, wewnętrznej dobroci na przykład wtedy, gdy widzimy żywy, promienny kolor. Słyszymy naszą podstawową dobroć, gdy dochodzi do naszych uszu jakiś piękny dźwięk. Gdy wychodzimy z pod prysznica, czujemy pachnącą świeżość, a gdy opuszczamy duszny pokój, cieszymy się pierwszym powiewem świeżego powietrza. Wszystko to może trwać ułamki sekund, są to jednak prawdziwe doświadczenia dobroci. Przydarzają się nam niemal bez przerwy, ale ponieważ wydają się całkowicie przypadkowe lub pozbawione znaczenia, lekceważymy je. Nauki Szambali podpowiadają nam jednak, że warto się potrudzić, by świadomie spostrzegać takie chwile i wykorzystać je, ponieważ odsłaniają one przed nami pewien zasadniczy element w naszym życiu, element z istoty wolny od agresji i zawsze świeży – podstawową dobroć”
To był dobry rok. Niczego mi w nim nie brakowało. Nie brakowało pracy, nie brakowało małych kłopotów dnia codziennego ale też o dziwo nie brakowało spokoju. Nie przeżyłam żadnego wielkiego objawienia (chociaż tych małych było na pęczki) ani wielkiego przełomu (chociaż pierwszy raz od 10 lat stanęłam na deskach teatru, ale ku własnemu zaskoczeniu wskoczyłam w to jakby nie było mnie trzy dni). No, może trochę brakowało mi czasu dla przyjaciół i bliskich znajomych. Może w przyszłym roku uda mi się to poprawić. A może nie i garstka osób z którymi jestem naprawdę blisko zostanie taką rodzyneczką 🤷🏻♀️ W święta odpoczywam i robię to bardzo rzetelnie. Dlatego nie chcę mi się sięgać nigdzie dalej i wrzucam zdjęcia z ostatniego tygodnia. A oprócz tego cytat z Chogyama Trungpy. „Odkrycie prawdziwej dobroci jest możliwe dzięki otwarciu się na bardzo proste doświadczenia. Nie chodzi tu o to, jak wspaniałe uczucie powstaje w nas, gdy uda nam się zarobić milion dolarów, zdać świetnie egzaminy końcowe albo kupić nowy dom. Mówimy tu o podstawowej dobroci, jaka przejawia się w byciu żywą istotą, a to nie zależy od naszych dokonań, ani od zaspokojenia naszych pragnień. Bardzo często doświadczamy krótkich przebłysków dobroci, ale też równie często umykają one naszej uwadze. Jesteśmy świadkami naszej własnej, wewnętrznej dobroci na przykład wtedy, gdy widzimy żywy, promienny kolor. Słyszymy naszą podstawową dobroć, gdy dochodzi do naszych uszu jakiś piękny dźwięk. Gdy wychodzimy z pod prysznica, czujemy pachnącą świeżość, a gdy opuszczamy duszny pokój, cieszymy się pierwszym powiewem świeżego powietrza. Wszystko to może trwać ułamki sekund, są to jednak prawdziwe doświadczenia dobroci. Przydarzają się nam niemal bez przerwy, ale ponieważ wydają się całkowicie przypadkowe lub pozbawione znaczenia, lekceważymy je. Nauki Szambali podpowiadają nam jednak, że warto się potrudzić, by świadomie spostrzegać takie chwile i wykorzystać je, ponieważ odsłaniają one przed nami pewien zasadniczy element w naszym życiu, element z istoty wolny od agresji i zawsze świeży – podstawową dobroć”